sobota, 11 maja 2013

...


Młodzieńczy czas, młodzieńcza wyobraźnia, dzika wyobraźnia. Pierwsze imprezy, pierwsze "nielegalne" rzeczy, częstsze kłótnie z rodzicami, bezradność, bo myślimy że nikt nas nie rozumie. Rozumieją nas, ale po protu nie chcemy o tym mówić, tego nikt nie rozumie, jakby nigdy nie byli młodzi. W końcu pierwsza miłość, wielka niezapomniana i pełna rozczarowań miłość. Nie zapomnisz tego nigdy, w mniejszym lub większym stopniu zostanie to w Tobie. Chcesz  tym zapomnieć za wszelką cenę, ale im bardziej próbujesz, tym bardziej boli. Masz już pierwsze doświadczenie miłosne, ale mimo tego nadal brniesz i za wszelką cenę dążysz do tego, aby odzyskać drugą osobę. Ukochana osoba dobitnie Ci pokazuje że nie masz już u niej szans, Ciebie to nie interesuje, nie bierzesz tego pod uwage. Chcesz być jak najbliżej, jak najdłużej przy nim/ niej. Nagle z bólem odpuszczasz i niby już jest wszystko ok, gdy znienacka osoba, która Cię porzuciła chce do Ciebie wrócić, przeprasza, żałuje. Ty już nie chcesz, po prostu nie chcesz, choć Twoje serce krzyczy "przyjmij go". Tak właśnie jesteś ogatszy o zawód miłosny, wiesz już o co w tym chodzi i jak to boli. Mówisz sobie "nie bede miała juz nigdy chłopaka/dziewczyny". Jesteś rozdarty na wszystkie możliwe sposoby. Mija czas, goją się rany, zapominasz. Spotykasz kogoś nowego. Jest to osoba zupełnie wyróżniająca się od innych, o szczególnym uśmiechu i oczach, po protu inna w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Myślisz o niej, myślisz co robi, jak sie czuje, o czym myśli... Po prostu się zakochujesz. Zastanawiasz sie co o Tobie myśli i chcesz się tego dowiedzieć, ale nie wiesz jak zagadać. Gdy już zbierzesz się na odwage i wiesz że dasz rade, widzisz tą osobę z kimś innym. Widzisz jej uroczy uśmiech, błyszczące oczy.  Po raz drugi się zawiodłeś. Masz wszystkiego dość. Żyjesz ze świadomością, że nie zobaczysz już nigdy tej osoby. To boli, wiem, ale nikt nie powiedział że życie jest proste. Dlatego trzeba sie podnieść z parteru na pierwsze piętro i walczyć dalej o siebie. Nie wracać do tego co było, bo tak musiało być. Nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko ma swój cel i swoje miejsce na świecie. Nie narzekaj, pociesz się że mogło być gorzej, całe życie przed Tobą! Znowu mija czas, wszystko masz poukładane. Jesteś starszy i bogatszy w miłe jak i te niemiłe doświadczenia. Kolejny raz poznajesz kogoś wyjątkowego na swój sposób. Nie jest już tak idealny jak poprzednie osoby, ale przy nim czujesz się swobodnie, śmiejesz się ciągle, możesz przy nim robić wszystko, zwierzacie się sobie, wymieniacie doświadczeniami. Macie swoje miejsca, porozumiewacie sie bez słów. Spędzacie razem co raz więcej czasu i co raz lepiej się dogadujecie. Jesteś szczęśliwy. Oboje czujecie że to jest to, czego szukaliście całe życie lecz oboje także boicie sie, że to będzie nieudana próba związku. Mimo to, chcecie być razem na zawsze . Planujecie swoją przyszłość, świetnie sie wam układa. Żadnych kłótni, sprzeczki są niepotrzebne. Rozmawiacie o wszystkim. Angażujesz się Ty angażuje  sie on. Lecz nie jesteś do końca pewna czy tak na prawde to się uda, masz pewien dystans. Nagle wasze relacje się psują, uczucie "ulatnia się" nie wiadomo dlaczego. On walczy, ale Ty chyba już nie chcesz, więc go zostawiasz. Żałujesz tego bardziej niż czegokolwiek w życiu, chcesz wrócić, porozmawiać, ale nie wiesz czy on chce. W końcu się przełamujesz i nie licząc się z konsekwencjami decydujesz się na rozmowę. Udało się, możesz być z siebie dumna, bo on bardzo czekał na tą rozmowę. Znowu jesteście razem i układacie wszystko od zera. Ale, pojawia się kolejna osoba, którą zaczynasz się interesować. Nie wiesz czy zostać przy  miłości, czy spróbować czegoś nowego i ryzykować że nie będzie powrotu. Rozum podpowiedział, żeby jednak spróbować czegoś nowego , choć serce krzyczało nie rób tego. Nowa osoba okazała się wpadką, a Ty cierpisz... znowu. Masz za sobą pewne doświadczenia i sama nie chciałaś wrócić kiedyś do chłopaka drugi raz, to czemu niby on chciał wracać do Ciebie trzeci raz ? Ale wiesz, ze to nie to samo, bo tym razem kochasz prawdziwie, na całe życie i wiesz, że jak to zmarnujesz, będziesz cierpiała całe życie. Długo rozmawiacie, Ty przekonujesz go że na prawde go kochasz i nie umiesz be niego żyć. On stoi uparcie przy swoim, nie chce cierpieć kolejny raz tak jak teraz, a może i nawet mocniej, bo już ci nie wierzy. Lecz widzi w Twoich oczach "to coś" co przekonuje go mimo wszystko. Jednak ma do Ciebie coś w rodzaju dystansu, który po czasie z pewnością minie, ale będziesz musiała się na prawde bardzo mocno starać. 
Mija czas, przywiązujecie się do siebie, ty o dziwo zmieniłaś się nie do poznania na lepsze, gdzie wcześniej przyrzekałaś że nie zmienisz się za żadne skarby świata dla żadnego chłopaka, a tu jednak dostrzegasz zmianę. Układa wam się wszystko w dobra stronę, jesteście szczęśliwi jak nigdy wcześniej, macie plany na przyszłość. Martwi was tylko jedna sprawa- on skończy szkołę i nie będziecie już się widywać tak często, bo mieszkacie daleko od siebie. Przysięgacie sobie wieczne oddanie i że będziecie razem mimo wszystko i wytrzymacie ciążki okres w waszym już wspólnym życiu, który może potrwać nawet parę lat. Pewnego dnia siedzicie sobie czekając na jej autobus, on ma chwile zwątpienia i mówi jej, że nie jest dobrym chłopakiem, że z innym będzie szczęśliwsza, z innym będzie spotykała się częściej. Ona utwierdzała go w jej uczuciu i powtarzała "nie mów tak ! nie chce innego chłopaka, tylko Ciebie kocham nad Zycie. zrozum, że nie ma na świecie takiego chłopaka, przy którym czuje takie ciepło, bezpieczeństwo i tyle miłości co przy nim ! ". On mimo to dalej szedł w zaparte i negował jej wypowiedzi. Jej tak pękało serce w tym momencie, że się rozpłakała, ale to nie były po prostu łzy. To były łzy z serca, które w tym momencie czuło się niepotrzebne i niekochane. Nie chciała płakać, ale łzy same cisnęły się. On jak ręką odjął, nagle nie miał żadnych wątpliwości, wcześniejsza postawa odeszła. Też się popłakał. Ale od tego momentu wszystko zaczęło się zmieniać na gorsze. On wyszedł ze szkoły, ona chodziła smutna i bez życia w sobie. Obojga to bardzo bolało że nie mogą się widywać kiedy chcą. I nie wiadomo kiedy się zobaczą. Ja w głębi serca wierze, że nie odejdą od siebie nigdy jak to sobie przysięgali. Obecnie są razem, ale nie układa im się najlepiej. Wiadomo że się nie widzą teraz, bo nie mają takiej możliwości. Ale on za dużo myśli o tym, czego nie ma i czego nigdy nie będzie, czyli ciągle powtarza, że nic z tego związku nie wyjdzie, że sie rozpadnie, że ona znajdzie innego itd... Ją to bardzo boli. Płacze co wieczór przez to, nie ma ochoty na żarty, spotkania z przyjaciółmi, na nic. Najchętniej zamknęła by się w jakimś pomieszczeniu gdzie była by sama i nikt by jej nie przeszkadzał. Ona potrafi pomóc innym, ale nie ma osoby, która by ją zapytała szczerze "co u ciebie?" albo "jak sie czujesz?"... Nawet on rzadko z nią szczerze rozmawia o jej problemach, bo zawsze zmienia temat na ten co zawsze, czyli "co to będzie z nami?" . Jej już się nie chce setny raz powtarzać tego samo, chciała by, żeby w końcu on zobaczył, jest wrażliwą dziewczyną, która potrzebuje duuuuużo troski, wsparcia. Ale on nie widzi tego, a ona mu nie powie o tym, bo boi się że on to przyjmie jako coś złego, coś co wyklucza go z jej świata. A tak na prawde ON jest jej całym światem !!! Ona cierpi ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz